Wspólny urlop bez barier. Czyli o tym dlaczego warto podróżować razem.
Cześć!
Cieszę się, że tu jesteście.
W poprzednim wpisie opowiadałam o tym jakie możliwości mają i na jakie bariery napotykają osoby niewidome gdy chcą wyjechać na wakacje. Dziś natomiast chciałabym podzielić się z Wami tym jak kwestia urlopów wygląda u nas. Opowiem o tym, jak planujemy każdy wyjazd i co bierzemy pod uwagę. Będzie też o wspomnianej już wcześniej mojej mamie, która jest jedynym przewodnikiem na naszych wyjazdach.
Ale zacznijmy od początku.
Wakacyjne wyjazdy towarzyszyły mi tak naprawdę już od dziecka. Po raz pierwszy pojechałam na kolonie gdy miałam niecałe siedem lat ucząc się w ośrodku w Laskach. To właśnie tam zaczęła się moja prawdziwa przygoda z podróżowaniem. Wyjeżdżałam na kolonie, obozy sportowe, pielgrzymki czy zielone szkoły. Byłam nawet na kilku pieszych pielgrzymkach, ale o tym może kiedyś zrobię oddzielny wpis.
Wyjazdy organizowane przez ośrodek w Laskach były za równo w Polsce, jak i za granicą.
O tym, gdzie byłam podczas nauki w Laskach opowiem w innym wpisie.
Dzięki tym podróżom moja ciekawość świata stale rosła. Można powiedzieć, że zaraziłam się chęcią wyjeżdżania, poznawania nowych miejsc, a to zostało we mnie do dziś.
Obecnie choć nie uczę się już w Laskach staram się aktywnie spędzać urlopy i wakacje jeśli tylko mam taką możliwość. Wiadomo, obecnie mam bardziej ograniczone te możliwości, gdyż – jak wspominałam wcześniej – jest duży problem ze znalezieniem przewodnika, dla którego przygoda z osobami niewidomymi nie będzie przerażająca.
W przypadku moim i Mateusza jedyną osobą, która przychodzi nam z pomocą jest moja mama. To ona wyjeżdża z nami na urlopy i nie ma problemu z tym, żeby aktywnie spędzać czas z dwiema osobami niewidomymi. Chociaż jest jedynym przewodnikiem prowadzenie dwóch osób nie jest dla niej żadnym problemem.
A jak planujemy nasze wyjazdy?
Na początku, gdy już wiemy, że mamy przewodnika zastanawiamy się gdzie i na jak długo chcemy pojechać. Kiedy ustalimy miejsce rozpoczynamy poszukiwania najważniejszej rzeczy czyli hotelu lub ośrodka, w którym będziemy nocować.
W tym momencie robimy coś w rodzaju burzy mózgów. Każdy z nas szuka miejsca w Internecie. Gdy znajdziemy kilka ciekawych propozycji pod względem cenowym i lokalizacyjnym, jedno z nas – za zwyczaj Mateusz dzwoni do wybranych miejsc, aby dowiedzieć się więcej o ofercie. Następnie wspólnie podejmujemy ostateczną decyzję.
Z uwagi na to, że oboje jesteśmy osobami niewidomymi, a moja mama, która jest naszym towarzyszem podróży również nie może prowadzić samochodu wybieramy jedynie takie miejsca, do których można dojechać transportem publicznym, jak pociąg czy autobus, ewentualnie taksówka z dworca.
Gdy już podejmiemy decyzję odnośnie miejsca noclegowego z niecierpliwością czekamy na wakacje.
Nasze wyjazdy staramy się planować z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem, by wszystko na spokojnie zaplanować i znaleźć miejsce zgodne z naszymi wymaganiami i preferencjami.
Kiedy już znajdziemy odpowiednie miejsce kolejną rzeczą jest stopniowe planowanie tego, jak spędzimy czas. Zastanawiamy się co chcielibyśmy odwiedzić. Biorąc pod uwagę naszą dysfunkcję wzroku celujemy w miejsca dla nas dostępne. Dlatego nie szukamy muzeów, w których eksponaty są za gablotami, ani wystaw gdzie są same obrazy.
Jeśli nasz wyjazd jest nad morze, to oczywiście głównym punktem programu jest plaża, woda i opalanie się – o ile pogoda na to pozwala. Nad morzem lubimy też popłynąć statkiem, pójść na molo, a także do fajnej restauracji, gdzie mają dobrą rybę.
Z kolei w górach jest więcej chodzenia. Lubimy też wjeżdżać i zjeżdżać kolejką na przykład na Gubałówkę czy inny szczyt. Jeśli jest możliwość pójścia do term, to oczywiście idziemy, bo wakacje bez wody to nie wakacje.
Jak już wspominałam w czasie podróży towarzyszy nam moja mama. Tutaj słowem klucz jest towarzyszy. Mama jest przede wszystkim towarzyszem i partnerem w przygodzie, a dopiero potem przewodnikiem. Ta kolejność nie jest bez znaczenia.
Mówiłam już o tym w poprzednim wpisie. Jeśli ktoś wyjeżdżający z osobami niewidomymi będzie skupiał się tylko na roli przewodnika i nie będzie widział siebie jako towarzysza, który również przeżywa przygodę, odpoczywa i czerpie radość ze wspólnie spędzonego czasu, to swoim złym nastawieniem zrobi przykrość osobom niewidomym, a taki wyjazd po prostu się nie uda.
Dlatego osoba towarzysząca musi być przede wszystkim partnerem.
Co to oznacza w praktyce?
Moja mama od samego początku jest informowana o wszystkich ustaleniach. Może także uczestniczyć w podejmowaniu przez nas decyzji, choć za zwyczaj zostawia to nam. Na naszych wyjazdach staramy się podzielić role, tak, aby każdy pełnił jakąś funkcję.
Mama jest przewodnikiem, prowadzi nas i pomaga przy pakowaniu. Ogarnia wszystko, to, czego bez wzroku ogarnąć się nie da.
My zajmujemy się organizacją, zakupem biletów, rezerwacjami noclegów i innych miejsc.
Warto także pamiętać, że jak już wspominałam moja mama jest nie tylko przewodnikiem, ale przede wszystkim naszym współtowarzyszem i partnerem w odkrywaniu tego, co nieznane. To oznacza, że odpoczywa tak samo jak my i uczestniczy we wszystkim na równych zasadach. Ona tak samo jak my jedzie przecież na wakacje. Nie jest żadnym asystentem osoby niepełnosprawnej, który pracuje w oparciu o jakąś umowę. Jest zwykłym uczestnikiem wyjazdu.
Taki wyjazd jest więc formą integracji, spotkaniem dwóch perspektyw odbierania świata, perspektywy osób niewidomych i perspektywy osoby widzącej. Moja mama również ma możliwość odpoczynku i zmiany otoczenia, a także poznania czegoś nowego.
Mój narzeczony ma także dobrą okazję, by lepiej poznać moją mamę, a moja mama, by poznać jego. W ten sposób można dowiedzieć się, co dana osoba lubi, na co zwraca uwagę, w jaki sposób lubi odpoczywać. To nawet lepszy sposób na poznanie się niż siedzenie w domu przy kawie. Na wakacjach ludzie są bardziej wyluzowani i na więcej rzeczy można zwrócić uwagę.
Dzięki takim wyjazdom moja mama staje się bardziej odważna, ponieważ wiele rzeczy robimy razem, a razem zawsze jest raźniej. Na jednym z takich wyjazdów mama po raz pierwszy weszła do wody w termach i od tej pory chodzenie na basen przestało być dla niej czymś przerażającym.
Innym przykładem jest nasz wyjazd do Anglii w 2014 roku. Pojechałyśmy wtedy do naszej rodziny, która tam mieszka. Mama bardzo bała się latać samolotem, ale dzięki temu, że ją zmobilizowałam i byłam tam z nią wsiadła do samolotu i poleciała.
Jak więc widzicie, czasem też może być tak, że nasi widzący towarzysze dzięki nam robią odważniejsze rzeczy i wcale nie trzeba wyjeżdżać na wakacje tylko i wyłącznie z inną osobą widzącą, żeby robić szalone rzeczy, których do tej pory się baliśmy.
Razem z moim narzeczonym i moją mamą byliśmy już na dwóch wyjazdach wakacyjnych.
Udało się nam pojechać rok temu do Ustronia Morskiego, a w tym roku do Zakopanego. Te wyjazdy były naprawdę bardzo udane.
W Ustroniu byliśmy na plaży, na basenie, dużo spacerowaliśmy. Byliśmy też w Kołobrzegu i płynęliśmy statkiem.
Podczas wyjazdu do Ustronia udało mi się także spełnić jedno z moich marzeń. Jako, że do Ustronia jechaliśmy pociągiem nocnym miałam możliwość pojechać kuszetką, czyli takim wagonem, w którym są miejsca do leżenia.
W Zakopanym spacerowaliśmy po Krupówkach i na Gubałówce. Pojechaliśmy także na Termy Szaflary. Wzięliśmy również udział w zorganizowanej wycieczce na Słowację, gdzie mieliśmy spływ tratwami i degustację serów oraz regionalnych alkoholi.
Jak więc widzicie, wakacyjne wyjazdy są możliwe nawet będąc osobą niewidomą.
Warto także pamiętać, że osoba widząca, która wyjeżdża z osobami niewidomymi wcale nie musi być tylko przewodnikiem, ale jest uczestnikiem wyjazdu na równych prawach. Wcale nie jest tak, że taka osoba jest mniej wypoczęta tylko dlatego, że wyjechała z osobami niewidomymi. Wręcz przeciwnie, wyjazd z osobami z dysfunkcją wzroku to również świetny odpoczynek. Wspólne spędzanie czasu pozwala lepiej się zintegrować i otworzyć na siebie nawzajem.
Dlatego gorąco zachęcam Was do tego, abyście jak najczęściej wyjeżdżali z osobami niewidomymi jeśli macie je w swojej rodzinie lub wśród znajomych. Potraktujcie taki wyjazd jako doskonałą okazję do wzajemnego poznania i cieszenia się swoim towarzystwem.
Jest to świetna opcja, zwłaszcza jeśli w ciągu roku rzadko się widujecie. Taki wyjazd może pomóc Wam w odbudowaniu lepszych więzi z rodziną czy znajomymi. Oprócz tego podczas takiej podróży następuje połączenie przyjemnego z pożytecznym.
Z jednej strony odpoczniecie i nabierzecie nowej energii do dalszego działania, a z drugiej zaś przy okazji zrobicie dobry uczynek pomagając osobom, które z wiadomych względów nie mogą pojechać same. Dzięki Wam te osoby również będą mogły odpocząć.
To by było na tyle.
Dajcie koniecznie znać w komentarzu, co o tym sądzicie.
Życzę Wam samych udanych wyjazdów w towarzystwie osób niewidomych.
Jeśli gdzieś wyjedziecie z osobami niewidomymi, albo jeśli już ktoś gdzieś był możecie tym podzielić się tutaj.
A tymczasem do zobaczenia w kolejnym wpisie.




















