Integracja bez barier. Wspólna przygoda w wodzie.

Cześć!
Bardzo się cieszę, że jesteście. W dzisiejszym wpisie opowiem o jednej z opcji wakacyjnych dla osób niewidomych i niedowidzących.
W poprzednich wpisach wspominałam, że osoby niewidome chętnie wyjeżdżają na wakacje i urlopy jeśli tylko mają taką możliwość, a także o różnych barierach, z jakimi się spotykają podczas takich wyjazdów.
Dziś chciałabym opowiedzieć o projekcie, który cieszy się sporą popularnością wśród osób niewidomych, a mianowicie o projekcie Zobaczyć Morze. Jego celem jest integracja osób widzących i niewidomych oraz popularyzacja żeglarstwa wśród osób z dysfunkcją wzroku.
Projekt został zainicjowany przez niewidomego artystę Romana Roczenia, a rejsy na statku Zawisza Czarny z udziałem osób niewidomych organizowane są od 2006 roku i cieszą się ogromnym zainteresowaniem.
To naprawdę niesamowita przygoda. Sama miałam okazję uczestniczyć w takim rejsie i z przyjemnością podzielę się moimi wrażeniami. Rejs trwa zwykle dziesięć dni. Najczęściej rozpoczyna się i kończy w Gdyni. Każda osoba biorąca udział przyjeżdża do Gdyni, a w razie potrzeby organizatorzy pomagają dotrzeć z dworca na statek.
A jak to wyglądało w moim przypadku?
Jak już wspomniałam sama również miałam okazję wziąć udział w rejsie. Odbyło się to w terminie od 26 lipca do 4 sierpnia 2025 roku. Ten rejs od dawna był moim marzeniem. Jeszcze w czasach gdy uczyłam się w ośrodku dla niewidomych w Laskach mój kolega z klasy Filip, który niestety już nie żyje kilkakrotnie uczestniczył w takich rejsach i zawsze opowiadał o nich z ogromnym entuzjazmem, co budziło moją ciekawość. To właśnie wtedy zrodziło się we mnie marzenie, by kiedyś samodzielnie wyruszyć w rejs.
Tak więc gdy w kwietniu tego roku na Facebooku pojawił się post fundacji Zobaczyć Morze zachęcający do udziału w rejsie, niemal od razu się zgłosiłam. Wypełniłam formularz zgłoszeniowy, dokonałam niezbędnej wpłaty i z niecierpliwością czekałam na ogłoszenie listy uczestników.
Gdy tylko okazało się, że się dostałam zaczęłam przygotowania do tej wymarzonej przygody życia.
Na rejs oprócz mnie zgłosiło się także kilku moich znajomych w tym jeden kolega z Warszawy, z którym w sobotę 26 lipca pojechaliśmy do Gdyni, gdzie rozpoczynał się rejs.
Z dworca w Gdyni odebrali nas dwaj inni uczestnicy rejsu, z którymi wcześniej się umówiliśmy. Pomogli nam dotrzeć na statek. Gdy już szczęśliwie znaleźliśmy się na pokładzie podeszła do nas oficer wachty, do której zostaliśmy przydzieleni i pomogła nam wejść na statek. Następnie oprowadziła nas po jego wnętrzu, pokazując gdzie będziemy spać i spożywać posiłki.
Na statku wszyscy uczestnicy po za załogą stałą, kapitanem i oficerami śpią wspólnie w jednym pomieszczeniu – kubryku. Łóżka czyli tzw. koje są trzypiętrowe. Każda koja wyposażona jest w materac, poduszkę i koc. Każdy uczestnik musi zabrać ze sobą śpiwór, prześcieradło oraz poszewkę na poduszkę.
Przy każdej koi znajdują się szafki – po jednej dla każdego uczestnika umieszczone na dole obok miejsca do spania. Są to szafki otwierane od góry przypominające małe skrzyneczki, a także szafka wisząca u góry z półkami i wieszakami np. na kurtki.
W kubryku znajdują się stoły, przy których spożywa się posiłki oraz dwa prysznice. Kubryk jest najniżej położonym pomieszczeniem na statku. Na wyższym pokładzie znajduje się kambuza czyli kuchnia, toalety, mesa – czyli miejsce, w którym spożywa posiłki załoga stała i kapitan oraz kajuty załogi stałej kapitana i oficerów.
Najwyższy pokład to miejsce, z którego można zejść na rufę i dziób statku. Rufa to tylna część statku głównie przeznaczona dla załogi stałej. Choć odbywają się tam także manewry. Dziób to najbardziej wysunięta część statku. W tej części statku odbywają się prace związane z żaglami, ich stawianie i zwijanie. Znajduje się tam również kompas i koło sterowe. Jest to miejsce, w którym pracuje wachta nawigacyjna.
W rejsie może wziąć udział każdy, za równo osoby widzące, jak i niewidome. Organizacja jest taka, że połowę załogi stanowią osoby widzące, a drugą połowę osoby niewidome i niedowidzące, tworząc tzw. załogę szkolną.
Na statku funkcjonuje także załoga stała, która pełni kluczowe role.
Jedną z najważniejszych osób na pokładzie jest bosman odpowiedzialny za porządek na statku oraz za bezpieczeństwo na morzu i podczas manewrów.
Wśród załogi stałej bardzo ważną funkcję pełnią również motorniczy i mechanik odpowiedzialni za silnik i całą elektrykę na statku.
Na pokładzie pracuje także kucharz, który przygotowuje wszystkie posiłki.
Główną osobą na statku jest kapitan. To on odpowiada za wszystko i podejmuje ostateczne decyzje.
Załoga szkolna jest podzielona na cztery ośmioosobowe grupy zwane wachtami.
Na czele każdej wachty stoi oficer oraz starszy wachty. Taki podział sprawia, że praca na statku odbywa się przez całą dobę. Co bardzo istotne, na statku każdy niezależnie od tego, czy widzi czy nie bierze aktywny udział we wszystkich możliwych pracach na pokładzie.
Na statku jest wiele różnych prac do wykonania. Jedną z nich jest pomoc przy przygotowywaniu posiłków czyli nakrywanie do stołu, wydawanie posiłków, krojenie warzyw, zmywanie itd. Na statku nazywa się to wachtą kambuzową. Moim zdaniem jest to najcięższy i najbardziej czasochłonny rodzaj pracy na pokładzie.
Innym rodzajem pracy, o której już wspominałam jest stawianie i zwijanie żagli.
Na statku znajdują się cztery żagle. Każda z wacht zajmuje się jednym konkretnym żaglem. Oficerowie wacht są odpowiedzialni za koordynowanie prac podczas stawiania i zwijania żagli. To oni wydają polecenia, wskazując co i gdzie każdy uczestnik ma robić, którą linkę ciągnąć, zwijać i tak dalej.
O tym, kiedy żagle są stawiane, a kiedy zwijane decyduje kapitan, w zależności od aktualnych warunków wiatrowych. Jeśli wiatr jest wystarczająco silny, by statek mógł płynąć pod żaglami, wówczas są one stawiane. Natomiast gdy pogoda nie sprzyja, żagle pozostają zwinięte, a statek porusza się przy pomocy silnika.
O stawianiu i zwijaniu żagli informuje alarm, na dźwięk którego każda wachta musi ustawić się przy swoim żaglu.
Kolejnym zadaniem jest sterowanie statkiem, czyli tzw. wachta nawigacyjna. W praktyce każda wachta przez cztery godziny pełni dyżur przy sterze, a wachtę zmienia się co cztery godziny. Jest to wachta, która trwa nieprzerwanie nawet w nocy.
Każdy ma możliwość sterowania statkiem. Uczestnicy wymieniają się między sobą, tak, aby każdy mógł wziąć udział w tej czynności.
Dla osób niewidomych została stworzona specjalna aplikacja na telefon, która informuje o kącie nachylenia i kierunku steru. Czasami jednak zdarza się, że aplikacja nie działa poprawnie. W takich sytuacjach osoby widzące pomagają niewidomym, informując ich o położeniu steru. To wszystko jest naprawdę ciekawym doświadczeniem.
Czas pracy w wachcie nawigacyjnej mierzy się za pomocą tzw. szklanek. Tradycja ta sięga czasów, gdy do pomiaru czasu używano klepsydr, które odmierzały czas przez przesypywanie się piasku z jednej komory do drugiej, czyli co pół godziny. W momencie upływu tego czasu uderzano w dzwon sygnalizując tzw. szklankę. Nazwa szklanka pochodzi właśnie od szklanego zbiorniczka klepsydry. Dziś co pół godziny członek wachty nawigacyjnej uderza w dzwon wybijając odpowiednią liczbę szklanek. Co pół godziny liczba uderzeń wzrasta o jedno czyli o pół szklanki, a dwa uderzenia oznaczają jedną pełną szklankę.
Jeszcze innym rodzajem prac na statku są tzw. rejony, czyli prace porządkowe. Każdego dnia po śniadaniu każda z wacht ma przydzieloną konkretną część statku do posprzątania, czyli swój tzw. rejon. Na przykład jedna wachta zajmuje się toaletami, inna prysznicami, jeszcze inna rufą lub dziobem i tak dalej. Stąd właśnie nazwa rejony. O przebiegu tych prac decyduje bosman.
Jak więc widzicie czas podczas rejsu upływa naprawdę pracowicie. Ale rejs to nie tylko praca na statku. To także okazja do zwiedzania i poznawania nowych miejsc. W trakcie rejsu w zależności od trasy co kilka dni statek zatrzymuje się w porcie na ok. dzień, do półtora dnia. To właśnie wtedy można zejść na ląd, zwiedzić miasto, napić się kawy piwa, także kupić lokalne słodycze, napoje czy pamiątki.
Podczas rejsu w, którym brałam udział płynęliśmy do Szwecji zatrzymując się w dwóch portach w Visby i w Kalmarze.
To była naprawdę niezapomniana przygoda.
Udział w rejsie polecam każdemu, za równo osobom niewidomym, jak i widzącym, ponieważ to naprawdę niezwykłe i niezapomniane doświadczenie. Ja sama jeśli tylko będę miała taką możliwość chętnie jeszcze kiedyś popłynę.
Na dziś to wszystko. Dziękuję, że byliście ze mną.
Dajcie znać w komentarzach, co o tym sądzicie. A tymczasem do zobaczenia w kolejnym wpisie.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content