Od pierwszych pytań do własnej świadomości. Jak wyglądała moja droga do poznania własnej seksualności
Cześć!
Cieszę się, że tu jesteście.
Witajcie po długiej przerwie.
Trochę mnie tu nie było, bo sporo działo się w moim życiu, o czym opowiem Wam już wkrótce.
Dziś jednak chciałabym pozostać jeszcze przez chwilę przy temacie, o którym pisałam ostatnio, a mianowicie o seksualności osób niepełnosprawnych, a zwłaszcza niewidomych.
W ostatnim wpisie mówiłam tak bardziej ogólnie o stereotypach związanych z seksualnością osób niepełnosprawnych, o tym, czym jest seksualność w ogóle, o różnych, niekoniecznie dobrych tendencjach, jakie obserwuję w dzisiejszym świecie, o błędach i nieprawidłowościach w edukacji seksualnej osób z niepełnosprawnością, jakie popełniają rodzice i opiekunowie młodych osób.
Dziś natomiast chciałabym trochę opowiedzieć o sobie i swoich doświadczeniach związanych z odkrywaniem tej sfery w moim życiu.
Opowiem o tym, kto mi pomagał w poznawaniu i odkrywaniu mojej seksualności i wszystkiego, co z nią związane, o sposobie, w jaki ja byłam edukowana w tym temacie, a także o tym, czego mi w tej edukacji brakowało.
Zwrócę też uwagę na to, co dała mi taka, a nie inna edukacja, jak dziś podchodzę do kwestii seksualności, a także jak to wpłynęło na moje życiowe wybory.
Tak jak już kiedyś wspominałam, urodziłam się jako osoba niewidoma. Do szóstego roku życia przebywałam w domu z rodziną, która jeszcze nie do końca wiedziała, jak i czy w ogóle poradzę sobie w życiu.
Gdy miałam sześć, a właściwie już prawie siedem lat, rozpoczęłam naukę w Ośrodku w Laskach, gdzie tak naprawdę zaczęłam rozwijać i uczyć samodzielności.
Moja rodzina zaczęła nabierać coraz to większego przekonania, że jednak dam sobie radę w życiu.
Moi rodzice, a zwłaszcza mama, bywali nadopiekuńczy, co nie zawsze pomagało mi w tym rozwoju.
Z czasem jednak zaczęłam się przekonywać, że coraz więcej rzeczy potrafię i że mam coraz większy wpływ na swoje życie.
Pomimo niepełnosprawności wzrokowej rozwijałam się tak naprawdę tak samo jak inne osoby w moim wieku.
Miałam podobne zainteresowania i starałam się być aktywna na miarę swoich możliwości.
Choć na początku nie akceptowałam mojej sytuacji, to z czasem zaczęło się to zmieniać.
Moi rodzice nadal bywali zbyt opiekuńczy, ale z czasem ta nadopiekuńczość stawała się coraz mniejsza.
Gdy nadszedł okres dorastania, podobnie jak inni w moim wieku zaczęłam się interesować tematami związanymi najpierw z dojrzewaniem płciowym, a potem kwestiami związanymi z seksem i seksualnością.
Oczywiście w czasach, gdy ja byłam nastolatką, wiedza dotycząca seksualności była nieco mniej dostępna, a o wielu rzeczach się nie mówiło.
Internet, a zwłaszcza media społecznościowe, nie były tak popularne i rozwinięte jak obecnie.
Oczywiście w moich czasach Internet już był, więc wiele rzeczy już wtedy można było w nim znaleźć, ale do tych tematów było nieco inne podejście.
Nadal wiele kwestii było tematem tabu, a o wielu rzeczach się po prostu nie mówiło.
Dzisiaj jest już inaczej.
O wielu rzeczach można zarówno dowiedzieć się z różnych stron internetowych, z mediów społecznościowych, a także społeczeństwo ma inne podejście do tych kwestii.
Również rodzice częściej rozmawiają ze swoimi dorastającymi dziećmi na tematy związane z seksualnością, a także kładziony jest większy nacisk na edukację w tym zakresie.
Ostatnio nawet coraz więcej mówi się na temat seksualności osób z niepełnosprawnością, co również jest bardzo potrzebne nie tylko osobom niepełnosprawnym, ale także, a może nawet przede wszystkim, pełnosprawnej części społeczeństwa.
I oczywiście z jednej strony taka edukacja seksualna jest niewątpliwie bardzo potrzebna i ma swoje plusy, bo młodzi ludzie są bardziej świadomi różnych rzeczy, w tym także zagrożeń związanych z tą sferą.
Niestety nadal brakuje często dobrej, mądrej i właściwej edukacji w tym zakresie, o czym już mówiłam w poprzednim wpisie.
Jeśli chodzi natomiast o mnie i moją edukację w tych kwestiach, to tak jak już wspominałam, moi rodzice nie poruszali ze mną tych tematów.
Pierwsze informacje na temat dojrzewania uzyskałam od osób pracujących ze mną w Ośrodku w Laskach, najpierw w szkole podczas lekcji przyrody czy biologii, a potem w internacie podczas rozmów z różnymi wychowawczyniami.
Później zaczął także pojawiać się temat seksualności.
Jako że Ośrodek, w którym się uczyłam, jest ośrodkiem katolickim, o tych tematach rozmawiano z nami właśnie w duchu wartości katolickich. Dużo mówiono nam o tym, jak Kościół Katolicki rozumie seks i seksualność. W tym duchu mówiono nam także, że seks powinien być zarezerwowany dla stałych związków, głównie małżeństw.
Oczywiście warto podkreślić, że nikt nigdy nie zniechęcał mnie do seksu i tematów z nim związanych. Nikt też nie obrzydzał mi tych tematów. I nikt, wbrew temu, co mówią przeciwnicy podejścia w duchu katolickim, nie straszył mnie piekłem ani niczym takim, gdy zrobię coś niewłaściwego w tej sferze.
Wręcz przeciwnie, zostałam wychowana w przekonaniu, że seks jest bardzo ważnym elementem miłości dwóch kochających się osób, że jest dopełnieniem tej miłości i tak właśnie postrzegam go do tej pory.
Wychowując mnie w ten sposób, pokazano mi, że tej sferze życia człowieka należy się szczególny szacunek.
Jestem ogromnie wdzięczna wszystkim osobom pracującym w Ośrodku w Laskach za to, że przekazały mi takie podejście i w taki sposób mnie wychowały. Myślę, że kiedyś, jeśli będę miała własne dzieci, również chciałabym przekazać im takie wartości.
Słyszałam także o zagrożeniach spowodowanych stosowaniem antykoncepcji, zwłaszcza hormonalnej, aczkolwiek brakowało mi takiej wiedzy dotyczącej tych zagrożeń medycznych związanych z antykoncepcją, wiedzy na temat faktycznych skutków ubocznych. Oczywiście później, gdy sama zaczęłam wchodzić w związek, dużo czytałam i słuchałam na ten temat, więc udało mi się tę wiedzę uzupełnić, ale na tamtym etapie bardzo mi tego brakowało.
O ile dobrze pamiętam, to chyba w trzeciej klasie gimnazjum albo w pierwszej klasie szkoły średniej dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak naturalne metody planowania rodziny. Jedna z pań wychowawczyń uświadomiła mnie, że mogę obserwować swój cykl, że w cyklu kobiety są dni płodne i niepłodne, a także że są różne metody takiej obserwacji.
Początkowo zainteresowałam się tymi metodami i nawet zaczęłam obserwować swój cykl, ale ponieważ w tamtym czasie nie współżyłam i nie zanosiło się na to, to po jakimś czasie zrezygnowałam z tych obserwacji.
Dopiero gdy dorosłam i weszłam w poważny związek, w którym jestem do dziś, odświeżyłam sobie informacje związane z metodami obserwacji cyklu i powoli zaczęłam je stosować. Początkowo miałam duże wątpliwości, czy sama obserwacja cyklu na pewno wystarczy, by móc świadomie planować rodzicielstwo, ale szybko przekonałam się, że jest to najlepsza metoda, którą stosuję. Tak naprawdę żadna z metod, które próbowałam stosować, nie ma tylu korzyści co obserwacja cyklu.
Obecnie jestem w związku małżeńskim i kwestie związane z seksualnością nie stanowią dla mnie tematu tabu.
Uważam, że o tych sprawach należy rozmawiać, a młodzi ludzie powinni być odpowiednio edukowani.
Oczywiście powinna to być wartościowa edukacja, a troska o zdrowie i dobre wychowanie w tym zakresie powinna być na pierwszym miejscu.
I jeszcze na koniec taka refleksja.
Ja wiem, że są osoby wierzące i niewierzące. Oczywiście to rozumiem.
Myślę jednak, że niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący, czy też nie, czy wyznaje wartości katolickie, czy jest wyznawcą innej religii, a może w ogóle nie uznaje żadnej religii, to mimo wszystko uważam, że to podejście i sposób edukacji, w którym mnie wychowywano, jest bardzo mądry i właściwy.
Myślę, że z tego mogą czerpać zarówno osoby wierzące, jak i niewierzące.
Osobiście próbowałam poznać różne podejścia do kwestii seksualności i z moich obserwacji wynika, że największy szacunek, zrozumienie i najbardziej ludzkie podejście do tej sfery wykazuje właśnie to podejście katolickie.
Oczywiście nie każdy musi się ze mną zgadzać i to też uszanuję.
Na dziś to tyle.
Dajcie znać w komentarzach, co o tym myślicie.
A tymczasem do zobaczenia w kolejnych wpisach